|
Sofokles
ANTYGONA
Reżyseria: Bogdan Ciosek
Przekład: Antoni Libera i Janusz Szpotański
Scenografia: Andrzej Witkowski
Muzyka: Paweł Moszumański
Ruch sceniczny lalek, asystent reżysera: Krzysztof Falkowski
Występują:
II, ANTYGONA - Maja Kubacka
1, KREON - Włodzimierz Jasiński
III, ISMENA - Monika Kufel/Katarzyna Kuźmicz
3, STRAŻNIK - Michał Snarski
2, HAJMON - Andrzej Kopczyk
I, EURYDYKA - Małgorzata Brożonowicz-Sienkiewicz
7, TEJREZJASZ - Lech Walicki
Inspicjent - Jan Babula
Wiele na świecie potęg jest.
Lecz nie ma większej nad człowieka
On, choćby huczał wokół sztorm,
Przepływa sine morze.
Pewnie sterując statkiem swym
pośród wzburzonych fal.
Wynalazł mowę, myśli skrzydła dał.
Wprowadził w życie ład i prawo.
Lecz chociaż śmiało patrzy w wiek daleki,
chociaż wynalazł leki na choroby,
śmierci wyjść nigdy nie zdoła.
Po kataklizmach zbieramy się na naszej agorze. Tak jest od dawna – od tak dawna, że ktoś powiedział: „Od Sofoklesa”. Uczymy się oddychać nową chemisferą. Dźwigamy ciężar powiek, dławimy słowa w ściśniętych wzruszeniem przełykach, miażdżymy palce, by dodać otuchy tym, co za nas ogłoszą znowu swoje pyszne „Nie!”. Mimo nieprzeliczonych porażek wciąż odprawiamy ten rytuał, bo tak nam nakazuje daimonion – duch, który mówi: „Jak Dionizos powstaniecie z martwych, a wasza wspólnota, ten drżący chór starców, mimo wszystko, ocaleje”.
Bogdan Ciosek
Spektakl w Grotesce jest jak ostrze szpady. Uderza szubko i celnie, zapadając w pamięć[...]
Klasyczny tekst w krakowskim przedstawieniu uderza silnie w emocje współczesnego widza, choć nie ma w nim nachalności interpretacyjnej, żadnych modnych w teatrze przebieranek, rapowania czy innych banalnych zabiegów. Są uniwersalne czarne kostiumy, ciemność i szczelina w skale, symbolizująca pękniecie, rysę klątwy ciążącej na rodzie Edypa. [...]emocje są przede wszystkim w aktorach, prowadzonych precyzyjną ręką reżysera, który stopniuje napięcie, uderzając w najwyższe tony podczas niemal ekstatycznych, rytualnych tańców, skrytego za manekinami chóru. Niezwykła siła drzemie w Antygonie Mai Kubackiej, w zimnej stali jej ogromnych oczu. Widać w nich niezłomne przekonanie o swojej racji, za którym kryją się jednak całkiem ludzkie uczucia. Wbrew pozorom, nie brak ich także Kreonowi (świetna kreacja Włodzimierza Jasińskiego), który z jednej strony obnaża okrutne mechanizmy władzy, kierującej się pychą i arogancją, a z drugiej wzrusza ojcowską miłością, zapisaną w nieuchwytnym drżeniu głosu i w tragicznym krzyku po śmierci Hajmona (znakomity Piotr Rutkowski, szczególnie gdy walczy o swoją miłość).
Magdalena Huzarska
Gazeta Krakowska
14.04.2008
Konkurs na recenzję
Dominika Zięba IIb
Gimnazjum nr 21 w Krakowie
Akcja Antygony przenosi nas o wiele stuleci w przeszłość - do starożytnej Grecji. Wielu z nas zechciało odbyć podróż do państwa greckiego do czasów jego świetności. Jednak czy widzowie nie zawiedli się, widząc wytknięte im własne błędy, zakryte jedynie realiami czasu?
Antygona stawia piszącego o tej sztuce w kłopotliwej sytuacji: jeśli podąży za główną linią akcji, to przemilczy to, co w sztuce najważniejsze, a jeśli wyłoży ukryty w tle sens, to przestanie być on dla nas tajemniczym.
Reżyser tragedii zagrał publiczności na nosie, zostawiając widza z niezliczoną ilością możliwych interpretacji swojej wizji.. Historia jak z życia - waleczna bohaterka broniącą swojego zdania oraz chór zakłócający wyciem pojedynczy głos. Antygona nie była zagłuszana wyłącznie przez tłum, ale również przez własną siostrę, przez którą jej postać totalnie odeszła w cień. Ismena (a nie Antygona!) jest jednym z ujmujących bohaterów sztuki.
Drugim, a zarazem ostatnim z bohaterów jest tłum.
Zazwyczaj największy wpływ na nastroje publiczności wywiera muzyka. W „Antygonie" (co zadziwiające!) odegrała jedynie małą rólkę, aczkolwiek była dobrze dobrana, eksponowała znaczące momenty. Jednak to nie muzyka decydowała o naszym niepokoju.
Puste (dosłownie i w przenośni) ludzkie postacie (rewelacyjna robota Krzysztofa Falkowskiego) wywoływały w nas mieszane uczucia. Wzbudzały zachwyt, jednocześnie napawając obrzydzeniem i uczuciem strachu. To ich obecność i zachowanie dawało nam do myślenia, bo to MY zostaliśmy przedstawieni jako tłum.
Na tym polegał pomysł Bogdana Cioska - uwydatnił nasze błędy na przykładzie mitu znanego nam tak dobrze z historii. Dobitnie pokazał czas nam współczesny. Dowodził, że sztuka, z którą rzekomo nie możemy (lub i nie powinniśmy) się utożsamiać jest nam tak bliska. I udało mu się.
PREMIERA: 12 kwietnia 2008
Czas trwania spektaklu 1godz. 10 min.
Partnerem premiery jest:
|